A może minimalizm?

No! Jestem! Ledwo, ledwo, ale zdążyłam:)

Matko z córką, byliście na zewnątrz?! Ja się wypuściłam na chwilę do stajni, bo nie było mnie tam przez kilka dni przez awarię samochodu… No nie był to mój najlepszy pomysł;)

OK, ale dość o pogodzie, przejdźmy do ważniejszych rzeczy. Wczoraj wrzuciłam Wam informację, że wpadliśmy na pomysł z M., który od kilku dni wcielam w życie. Już opowiadam jak do tego doszło!

Jechaliśmy sobie na święta na południe. Wiecie jak to jest – po paru tygodniach pracy „żeby zdążyć przed świętami”, po sprzątaniu mieszkania, pakowaniu, bieganiu po galeriach handlowych za prezentami… No więc jechaliśmy tak sobie, okropnie nieszczęśliwi, trochę pokłóceni i zmęczeni tak, że ledwo się toczyliśmy. Bliżej Sącza, postanowiliśmy przegadać sprawę, bo przecież zaraz Wigilia, trzeba się radować i kochać, a nie wkurzać się na siebie o głupoty. Im dłużej gadaliśmy, tym bardziej cała rozmowa zaczęła zmierzać do jednego, aż w końcu M. powiedział na głos to, co mi chodziło po głowie od dobrych trzech tygodni.

MAMY ZA DUŻO RZECZY!

Kiedy przeprowadzałam się do Warszawy, z mieszkania 90 mkw na 50, i to jeszcze z mieszkania solo do mieszkania w duecie plus pies, naprawdę, uwierzcie mi – pozbyłam się 2/3 dobytku. Część porozdawałam, część przekazałam mamie, żeby ona rozdysponowała rzeczy jak uważa za słuszne. Parę mebli sprzedałam. Nawet ex-mąż podostawał różności – tak bardzo chciałam się pozbyć niektórych rzeczy!;) Dzięki temu poczułam się lżejsza i miałam wrażenie, że w końcu panuję nad tym, co mam.

Niestety, to co dobre…

Najpierw doszło do połączenia dobytków mojego i M. I już nie było 5 kubków, tylko 20. A później zaczęliśmy ze sobą mieszkać, żyć, wyjeżdżać. Odkrywaliśmy nową jakość i wpadaliśmy na nowe pomysły, które zwykle generowały nowe potrzeby. Wielu rzeczy chcieliśmy spróbować, albo „bardzo chcieliśmy je mieć” – ilekroć jedno z nas wypowiadało te słowa, drugie zaraz popierało pomysł, no bo to przecież marzenie jest! A marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia;) Tym sposobem minął rok, a my poczuliśmy się tak kompletnie przytłoczeni swoim otoczeniem, że, niezależnie od siebie, ale w tym samym czasie, zaczęliśmy się po prostu dusić.

W sumie nie minimalizm, ale trochę tak jakby

Od tego czasu kilkanaście razy między nami padło słowo „minimalizm”. Nie taki ekstremalny – nadal są obszary naszego domu i życia, w których lubimy posiadać – ja np. nie pozbędę się moich 50-ciu washi tape’ów, a i nigdy bym nie powiedziała M. żeby się pozbył czegoś, co wiem, że naprawdę lubi. Ale naszym minimalizmem nazywamy dążenie do posiadania tylko tego, z czego faktycznie korzystamy. Co jest potrzebne, czy raczej niezbędne, co nam ułatwia życie, co jest dla nas bardzo ważne i co sprawia nam faktyczną radość. Bo chodzi głównie o to, żeby wiedzieć co się ma i gdzie to jest. I mówię tu o absolutnie całym dobytku!

Wiosenne porządki 3 miesiące przed czasem

I w związku z powyższym, od kilku dni uskuteczniam generalne porządki. Ale takie, że wyniosłam już 4 worki śmieci, mam wielkie pudło spakowane na oddanie i drugie wielkie na sprzedaż. A właśnie! Bo warto dodać, że nasz plan zakłada trzy stopnie:

  1. Przegląd rzeczy – czyli wyjęcie WSZYSTKIEGO, z KAŻDEGO kąta, dokładne oględziny i podjęcie decyzji – czy zostaje, czy do oddania (to, co może się jeszcze komuś przydać, ale nie ma sensu tego sprzedawać, bo to drobiazg, albo rzecz używana), czy na sprzedaż.
  2. Uporządkowanie tego, co zostaje – czyli znalezienie każdej rzeczy jej miejsca, tak, żeby z zamkniętymi oczami wiedzieć, gdzie co jest.
  3. Garage sale – czyli wyprzedaż wszystkiego, co jest nowe, nieużywane, albo używane, ale w super stanie, a co po prostu nie jest nam potrzebne.

Taki jest plan i tego się trzymamy. Docelowo chcemy mieć niewiele rzeczy, same najpotrzebniejsze, najładniejsze i najlepsze jakościowo. Chcemy też pochować co się da, tak, żeby na wierzchu było raptem parę ozdób, albo bibelotów, które potrzebujemy mieć pod ręką. O rany, już czuję tą łatwość sprzątania i ścierania kurzu!

A może i Ty masz ochotę odgruzować swoją przestrzeń?

Co do samego sposobu sprzątania itp. – nie będę się rozpisywać, bo większość zagadnień ruszyłam moją zeszłoroczną serią wpisów – wiosenne porządki vol. 1, 2, 3 i 4. Ale dla ułatwienia lista wszystkiego, za co zamierzamy się wziąć:

  1. Akcesoria biurowe – długopisy, ołówki, puste koperty, spinacze, notesy…
  2. Dokumenty
  3. Sprzęt fotograficzny
  4. Książki – lubię je, ale są tytuły, które przeczytałam i nie czuję potrzeby wracania do nich; a poza tym trzeba zrobić miejsce na nowe!
  5. Filmy tu właściwie wylatują tylko zdublowane tytuły, bo moją kolekcję (prawie 500 tytułów!) uwielbiam i raczej planuję jeszcze nieco powiększyć,
  6. Płyty cd – nie słucham już w ogóle – wszystko ogarniam na Spotify, więc nie są mi potrzebne
  7. Kosmetyki – tutaj pozbywam się 9/10!
  8. Kuchenne szuflady pełne pierdół – czyli z zapalniczkami, sznureczkami i śrubkami
  9. Produkty spożywcze – w tym mąki, makarony, przetwory itp.
  10. Leki – przy okazji, bo te, co jakiś czas, i tak trzeba sprawdzać; a w naszym przypadku bardziej chodzi o ich organizację
  11. Buty – tu też szykuje się ostra selekcja! od lat trzymam mnóstwo szpilek, w których kompletnie nie chodzę, bo jeśli idziemy gdziekolwiek na miasto, wolę iść w trampkach i cieszyć się spacerem, niż po 20 minutach płakać po cichu, że nie przejdę ani kroku dalej…
  12. Ciuchy – pewnie też ich trochę poleci, bo (HA!) niektóre już na mnie wiszą:)
  13. Pościele – na święta dostałam od mamy nowy piękny komplet poszewek; pod łóżkiem w pokrowcu mam kolejne 3 – nowe, nierozpakowane; a używamy na zmianę dwóch starych, z których w jednym Woola-pies zrobiła dziurę… WSTYD!
  14. Biżuteria – to będzie bolało… lubię biżuterię bardzo i do wielu sztuk mam ogromny sentyment. Ale – hicior – na codzień od ponad roku nie noszę ŻADNEJ! Dlaczego? No właśnie chyba dlatego, że mam jej za dużo, że nie chcę tracić czasu na szukanie odpowiedniej, pasującej do stroju, a przez jej ilość nie trzymam jej gdzieś pod ręką, tylko schowaną w najniższej szufladzie. Kolejny absurd mojego życia!
  15. Dodatki – torebki, czapki, szaliki, rękawiczki, paski…
  16. Sprzęt elektro – w tym ładowarki, kable do niewiadomo-czego, stare telefony komórkowe
  17. Stuff zwierzęcy – obroże, smycze, przysmaki, zabawki psie – daleka jestem od wyrzucania ukochanych zabawek mojego psa, ale jak zaczynają stawać się czterema osobnymi kawałkami czegoś pluszowego, z wiszącą watą, to przestaję mieć skrupuły;)
  18. Garaż / piwnica – czyli wszystkie rzeczy, które tam wsadziliśmy, miesiąc, pół roku, albo rok temu. I od tego czasu nie pamiętamy, że istnieją, i ani raz nie poszliśmy po nie, bo uznaliśmy, że ich potrzebujemy. Właściwie to cała zawartość piwnicy powinna wyjechać od razu…

I właściwie tyle. Punkty 1, 2, 3, 5, 6 i 7 mam za sobą – na resztę kumuluję energię i od jutra działam dalej. Zwłaszcza nie mogę się doczekać porządków ubraniowo-obuwniczych, bo mam wrażenie, że przestałam nad nimi panować… Korci mnie nawet wprowadzenie tzw. capsule wardrobe (dla zainteresowanych – polecam super wpis i cały blog Un-fancy oraz nasz rodzimy Simplicite). Ja z tym chyba poczekam jeszcze z rok, bo może się okazać, że przez najbliższe miesiące będą mi się rozmiary zmieniały, więc bezsensu inwestować już teraz w coś, co, mam nadzieję, za kwartał ze mnie spadnie;)

No, i taką to sobie robótkę znaleźliśmy na dobry początek nowego roku:) Dobrze, że byłam w euforii noworocznej, kiedy zaczęłam, bo teraz, gdy już jestem w trakcie, trochę nie dowierzam czego się podjęłam! Ale cieszę się – bo wiem, że to coś, co warto zrobić i takie oczyszczenie przestrzeni będzie super podłożem pod wszystko, co chcemy w tym roku osiągnąć.

Już nie mówiąc o tym, że gdyby udało się nam przenieść na swoje, to będziemy mieć o wiele mniej pudeł do noszenia! Same plusy:) To co, przyłączacie się? Nie musicie przecież od razu robić rewolucji w całym mieszkaniu! Ale gdyby tak chociaż jedno pomieszczenie miesięcznie? Do końca roku, będziecie mieć nie ten dom…;)


PS. Wczoraj na blogu pojawiła się nowa podstrona (a na fanpage’u nowy folder ze zdjęciami). To moje, na bieżąco wrzucane, zdjęcia z projektu 365. Pisałam, że chcę podjąć wyzwanie, więc powinniście wiedzieć jak mi idzie;) Gdybyście w którymś momencie zechcieli dołączyć do tego projektu (bo wcale nie trzeba czekać do kolejnego 1 stycznia!), to polecam dwa filmy do obejrzenia, nagrane przez Pawła Kadysza – o jego projekcie 365 oraz o tym, jak zacząć. ZACHĘCAM! Fajna zabawa:)

10 thoughts on “A może minimalizm?

  1. Super sprawa panować nad rzeczami swoimi. W każdą z tych rzeczy zainwestowaliśmy energię a i teraz pochłania ona dalszą jej porcje.
    Zatem popieram w pełni MINIMALIZM – choć nasze czasy tak sprytnie piorą nam beret, że myślimy, iż mieć znaczy być i toniemy w stosach rzeczy.

    1. No właśnie, to największa zmora naszych czasów:( I te śliczne opakowania kosmetyków, i te wyprzedaże, kiedy ciuchy są za grosze… I w efekcie mamy 7 kremów na dzień i 4 na noc, do tego 3 tusze, mimo, że używamy jednego, a szafa się nam nie domyka, chociaż w połowie rzeczy nie chodzimy. Ale dlatego właśnie warto się co jakiś czas zatrzymywać i poświęcać temu tematowi chwilę. Taki krok w tył żeby spojrzeć na swoją przestrzeń i dobytek z trochę szerszej perspektywy;)

  2. Zrobiłam taką rewolucję dokładnie rok temu, po przeczytaniu książki Marie Kondo „Magia sprzątania”. Było na tyle cudownie, że w tym roku robię powtórkę z rozrywki. Tylko, że ja przyjęłam tym razem inną strategię. Zajmuję się pomieszczeniami. Gdy cały czas poświęcam jednemu pomieszczeniu, szybciej jest odgruzowane, co działa motywująco na następne – np. akcja łazienka. W zeszłym roku oczyszczanie robiłam wg książki kategoriami i w efekcie miałam „rozgrzebane” przez dłużysz czas mieszkanie, a po jakimś czasie motywacja słabła. Teraz więc testuję metodę Kindżor-Kondo 😉
    Anyway Good Luck!

    1. I system pomieszczeń ma sens… U nas było o tyle trudniej, że ja szłam do biurka, kiedy M. wkraczał do sypialni – w efekcie szybko zrobiło się ostro w calutkim mieszkaniu;) Na szczęście mam niezłą praktykę w wychodzeniu na prostą z chaosu;) Ale metoda Kindżor-Kondo brzmi dobrze! Przy drugiej fali porządków zastosujemy na pewno;)

  3. Kurcze paka! No to masz porządkowania! A mnie się serce kraje jak co rok albo dwa lata muszę zrobić selekcję książek do oddania albo wyrzucenia, bo miejsca mi brakuje w pokoju 🙁

    1. Oj mam:D na szczęście w weekend się spięliśmy we dwoje i większość mamy z głowy, ale było ostro!:) I tak naprawdę apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc już mamy w planach drugą falę pozbywania się rzeczy! Ale to za jakiś miesiąc-dwa, żeby się upewnić, które nadal leżą bez celu;) PS. Kochany, to trzeba się przerzucić na ebooki!:)

  4. Powodzenia w sprzątaniu. Sama chyba muszę zacząć ogarniać książki, bo powoli zaczyna brakować mi miejsca na nowe pozycje. Szkoda mi tylko mojej kolekcji mang… co prawda próbuję jak mogę by ją nieco uszczuplić, ale trudno mi się z nią rozstawać. Chyba zdecyduję się na to kiedy indziej 🙂

    PS. Piesełowi też bym musiała zrobić przegląd 🙂

    1. Dzięki:) Nadal walczymy i jest ostro;) Ale wiem, że warto! Chociaż kolekcji tworzonej przez lata pewnie też by mi było szkoda;) Niemniej trzymam kciuki;)

  5. „Sztuka minimalizmu” – przeczytana na Teneryfie zmieniła moje życie – idąc do sklepu 3 razy zastanawiam się czy na pewno dana rzecz jest warta tego, żeby leżała w mojej szafie i czy rzeczywiście podoba mi się ona sama w sobie czy tylko cena mnie zachęca!Rozprzestrzeniam ideę wśród wszystkich 😀 Powodzenia dacie radę! 🙂

    1. Super!:) My walczymy nadal, a podejrzewam, że jeszcze kilka razy w ciągu najbliższych miesięcy obejdziemy mieszkanie, zanim dojdziemy do efektu, jaki nam się marzy. Ale najtrudniejsze, czyli start – za nami:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA *