LIFESTYLE

Odcinek 08: 30 day shred czyli trening z Jillian Michaels

W tym odcinku:

  • opowiadam o wyzwaniu 30 day shred,
  • tłumaczę co to jest, jak wygląda całe wyzwanie oraz poszczególne treningi,
  • opowiadam jak sama na ten trening trafiłam i jak, już dwa razy, podjęłam wyzwanie (i wytrwałam!)
  • wymieniam zalety i wady tych ćwiczeń,
  • przedstawiam swoje efekty i dzielę się spostrzeżeniami,
  • a jak się dobrze wsłuchasz usłyszysz… osiedlową śmieciarkę…:) życie!

Kolejny odcinek już w środę. Zapraszam!

***

Dziennik pokładowy (kartka z pamiętnika) z mojego I wyzwania 

25.2.17-28.3.17

 

Dzień 1 (Poziom 1, Trening 1): Niespodzianka! Gdzieś coś przeczytałam, wpisałam na YouTubie, poćwiczyłam i tak, w totalnie spontaniczny sposób, narzuciłam sobie wyzwanie na najbliższe 30 dni! Pierwszy trening? Byłam zagubiona i potrzebowałam chwili, żeby ogarnąć poszczególne ćwiczenia, ale było nieźle:)

Dzień 2 (P1, T2): Ojezusmaria!!! Ciało mnie boli, mam zakwasy wszędzie i odkryłam, próbując rano wstać, mięśnie, o których istnieniu nie wiedziałam… Zmuszenie się do treningu graniczyło z cudem (zwłaszcza, że M. jest w domu, ma wolne i dzisiaj, jak biały człowiek, NIE ĆWICZY! Bo to niedziela jest! Ehh… Ale o dziwo podczas treningu nie umierałam i nie czułam zakwasów, więc miło.

Dzień 3 (P1, T3): Piekielnych zakwasów ciąg dalszy… Dzisiaj było gorzej niż wczoraj… Rozgrzewkę zaczynałam ze łzami w oczach, ale dałam radę!

Dzień 4 (P1, T4): Myślicie, że zakwasy minęły?? O co to, to nie! Myślałam, że gorzej niż wczoraj się nie da, a tu proszę, niespodzianka. Na dodatek chciałam pokazać M., że nie jestem leszczem i poszłam z nim na siłownię na godzinne cardio… Cóż, jestem dość mądrą dziewczyną, ale mam swoje słabsze momenty – decyzja o połączeniu Jillian i siłowni była jednym z nich… Za to dzisiaj jestem z siebie dumniejsza niż kiedykolwiek!

Dzień 5 (P1, T5): Dzień dość przełomowy – rano wstałam z łóżka jęcząc i stękając tylko trochę! Ciało chyba troszkę ogarnęło, że ma mięśnie w nowych miejscach:)

Dzień 6 (P1, T6): Ha! Zakwasy mam już tylko leciutkie!:) Trening też poszedł jakoś sprawniej. Jedyne co, to muszę wreszcie ogarnąć ciężarki (bo na razie ćwiczę z małymi butelkami mineralnej, wypełnionymi wodą – czyli obciążenie żadne:/). O dziwo zaczyna mi brakować obciążenia! Tak więc dzisiaj wieczorem – wycieczka do Decathlonu.

Dzień 7 (P1, T7): Hahaha, no z wodą było fajniej:D Ręce na pewno czują różnicę… Sam trening jeszcze nie idealnie i nadal są ćwiczenia, w których np. na trzy powtórzenia przestaję podnosić ręce. Ale i tak jest coraz lepiej. Mam też wrażenie, że zmniejszył mi się cellulit na udach – także chyba coś trochę działa!

Dzień 8 (P1, T8): Bardzo, bardzo, bardzo ciężki dzień… Nie dość, że najpierw pojechaliśmy do stajni, więc popracowałam z koniem, później prosto na siłownię, a na koniec trening z Jillian (więc zmęczenie już przed treningiem było spore) i nie dość, że jest to 8 dzień ćwiczeń codziennie, co chyba zaczyna przeszkadzać ciału, to jeszcze pokłóciłam się z M. poniekąd o ćwiczenia właśnie. Jedyny plus sytuacji? Wkurzyłam się i zrobiłam trening na ostro, żeby się wyżyć! Dobrze, bo bez tego mogłabym w ogóle się dzisiaj poddać. A źle – bo pierwszy raz było mi autentycznie niedobrze z wysiłku… Na szczęście trening zaliczony, z M. jak zwykle sprawa wyjaśniona w 30 minut i już jest ok:) A że to nasz ustalony cheat day i później wjechała pizza, to już w ogóle idę spać jako szczęśliwa kobieta;)

Dzień 9 (P1, T9): Wow! Chyba wczorajszy kryzys „przeklikał” mi coś w głowie albo ciele, ale dzisiaj było już znacznie lepiej niż wczoraj i w ogóle dotychczas!! Może to też kwestia nastawienia – do treningu przystąpiłam z uśmiechem, żartowałam z Jillian i jej tekstów, które już znam na pamięć… No generalnie było miło, a i ćwiczenia jakoś lepiej mi szły;)

Dzień 10 (P1, T10): Dobry dzień! Trening naprawdę poszedł super, cisnęłam, nie odpuszczałam, ciało pociło się jak zwykle, ale ja czuję się mniej zmęczona. Jeżeli na początku podchodziłam do wyzwania na zasadzie „a najwyżej będę miesiąc robić poziom 1, albo zrobię 15 dni na pierwszym i 15 na drugim”, tak teraz widzę sens, żeby po 10 dniach przejść wyżej. Treningi są coraz mniejszym wyzwaniem dla mnie, a chyba nie o to chodzi;)

Dzień 11 (P1, T11): Nadprogramowy trening, bo mama „in da house”! Śmiesznie, bo nigdy nie myślałam, że będę przy mamie ćwiczyć:) Ale w sumie skoro się przełamałam do ćwiczeń przy M. to dlaczego nie przy mamie? Trening naprawdę na luzie – jasne, że nadal są ćwiczenia, które sprawiają mi trudność i muszę bardziej ze sobą walczyć, żeby je zrobić do końca, ale i tak jest bardzo ok.

Dzień 12 (P2, T1): A co mi się nie podobało na tym poziomie pierwszym?! Masakra… Jakby poprzednie 11 dni się w ogóle nie wydarzyło:( Przyznam, że jest to trochę frustrujące… Ale no o to chodzi – o wyzwanie! Aczkolwiek już widzę, że będzie ciężko – sporo ćwiczeń w planku, ciężkie brzuszki… Ehh, no zobaczymy!

Dzień 13 (P2, T2): Zakwasy są, a jakże. Ale powiem Wam, że mniejsze niż w drugim dniu na poziomie 1! Czyli jednak jakiś ślad po poprzednich treningach pozostał:)

Dzień 14 (P2, T3): Trening „na szybko”, bo przed fryzjerem, więc nie było czasu, żeby się zastanawiać czy coś boli czy nie;) Poszło nieźle.

Dzień 15 (P2, T4): Progres jest, nawet w porównaniu do wczoraj:) Nadal są ćwiczenia przy których pod koniec wymiękam, ale dramatu nie ma:)

Dzień 16 (P2, T5): Mega ciężki trening:( PMS na pewno tu nie pomaga… Do tego wystarczyło tylko o godzinę czy dwie mniej snu tej nocy i czuję jakbym była bez sił:( Zrobione, ale ledwo!

Dzień 17 (P2, T6): Miałam o tym nie wspominać, ale wystarczy ogarniać biologię i matematykę, żeby sobie przeliczyć, że to musiało się podczas tych 30 dni stać. Drugi dzień okresu:/ Bardzo ciężki trening, kilka ćwiczeń skończyłam parę sekund przed Jillian, a wszelkie mocno skakane, albo bardzo na brzuch robiłam raczej w wersji „dla leszczy”. ALE!!! Podniosłam dzisiaj ręce w łazience i… ja mam mięśniory!! Zrobiły mi się „kaptury”, pod obojczykami mam mięśnie, ramiona się ładnie zaokrągliły, a między ramionami a „kapturami” zrobiły mi się wcięcia! Szok i niedowierzanie:)))

Dzień 18 (P2, T7): Siły nadal nie te, ale trening zrobiony, progres zauważalny, na pewno ręce mi się wzmocniły. Nice!

Dzień 19 (P2, T8): Dzisiaj wprowadziłam udziwnienie – pierwszy raz wzięłam spalacza tłuszczu rano. Nazywa się bardzo adekwatnie – Vanish;) Przypływu mocy nie odnotowałam, bo to nie przedtreningówka, a typowy spalacz, ale spociłam się jak nigdy! Trening ogólnie ok, chociaż ciało jest już naprawdę zmęczone…

Dzień 20 (P2, T9): Dzisiaj bez Vanisha jednak, bo wyjechałam rano na zdjęcia do stajni bez śniadania, a plan był, żeby na czczo tego nie brać. Trening poszedł całkiem ok, chociaż po zdjęciach i dotlenieniu się u konia byłam już mocno przymęczona. Jutro ostatni dzień na poziomie 2! Zleciało:) Już bliżej niż dalej!

Dzień 21 (P2, T10): Ze dwa ćwiczenia nadal mi sprawiają trochę trudności (męczę się przy nich bardzo), ale wykonuję już cały trening bez przerw. Tak więc najwyższy czas przejść wyżej;)

Dzień 22 (P3, T1): DRAMAT!!! Serio – po dwóch poziomach i 3 tygodniach ćwiczeń myślałam, że jestem superbohaterem… Eeee, no nie. Trening hardcorowy, tym bardziej, że dzisiaj znów wzięłam Vanisha. I teraz widzę, że to zły pomysł – nie dodaje powera, a wręcz przeciwnie, przez mega mocne pocenie ciało, mam wrażenie, szybciej się męczy… Efekt? Beznadziejnie mi się ćwiczyło i beznadziejnie ćwiczyłam – odpuszczałam, kończyłam wcześniej, zaczynałam później… Zła jestem na siebie:(

Dzień 23 (P3, T2): No było dzisiaj trochę lepiej niż wczoraj… Przy 3 ćwiczeniach wymiękłam i skończyłam na kilka sekund wcześniej niż Jillian, ale resztę jakoś zmęczyłam. Bardzo, bardzo czuję zmęczenie ciała…

Dzień 24 (P3, T3): Od tego momentu robi się dość nudno, bo każdy trening wygląda tak samo właściwie… Jest codziennie lepiej, chociaż są ćwiczenia, które sprawiają mi trudności.

Dzień 25 (P3, T4): Trening ok, ale na uwagę zasługuje co innego! Dziwna sprawa – MARZĘ o tym, żeby przestać. MARZĘ o wolnym dniu bez ćwiczeń… A z drugiej strony rano się budzę i trochę mnie nosi;) Można przywyknąć do naprawdę częstych treningów – serio!

Dzień 26 (P3, T5): WOW! Kolejne odkrycie z cyklu „nie wiem kiedy to się stało”. Wysuwając nogę do przodu, robi mi się wcięcie na udzie od wewnątrz! Tego też jeszcze u mnie nie grali:P Takie odkrycia najlepiej napędzają do dalszych ćwiczeń:)

Dzień 27 (P3, T6): Dzisiejszy trening robiłam po zajęciach z samoobrony, także nie dość, że późno, to jeszcze przy sporym zmęczeniu materiału… Ale tak niewiele do końca, że nie mogę się poddać!:)

Dzień 28 (P3, T7): Piątek, piąteczek:) Poszło całkiem ok. Spięłam się popołudniu i dałam radę. Luzik:) Chociaż pompek chyba nigdy nie polubię…;)

Dzień 29 (P3, T8): Dzień znowu rozpoczęty w stajni na zdjęciach. Do tego doszło parę problemów i ehh… Ciężki dzień, smutek, lekka załamka i przez to i trening zrobiony na odwal się:( No smutno!

Dzień 30: PRZERWA! Mogłam dzisiaj zrobić trening zaraz po obiedzie, albo w nocy – tak więc uznałam, że trudno – o jeden dzień znów mi się przedłuży to wyzwanie… Ale za to jak dobrze było nie poćwiczyć chociaż przed jeden dzień!!

Dzień 31 (P3, T9): Cudny trening! Wczorajszy day off był zbawienny – ciało odpoczęło i dzisiaj ochoczo wzięło się do roboty:) Nice!

Dzień 32 (P3, T10): I KONIEC! Dzisiaj zrobiłam ostatni trening:))) Poszedł bardzo dobrze, chociaż było parę ćwiczeń, które do końca robiłam w wersji „leszczarskiej”. Ale dałam radę!!:) I dzisiaj sobie myślę, że pieprzyć te kilogramy i centymetry – jestem z siebie MEGA dumna – i choćby dlatego było warto:)

Komentowanie, udostępnianie, polecanie znajomym, wspominanie o mnie przy kieliszku wina i „lajkowanie” fanpage’a na Facebooku jest szalenie mile widziane, więc wybierz (przynajmniej) jedno z powyższych i just do it! Będzie to dla mnie najlepszą motywacją do dalszej pracy. A jeżeli chcesz pogadać, podzielić się swoją historią, o coś zapytać albo nawiązać jakąkolwiek twórczą współpracę – skocz do zakładki KONTAKT i napisz / znajdź mnie na Facebooku.

Odcinek 03: 50 sposobów na jesień

W tym odcinku:

  • mówię o tym, dlaczego lubię jesień,
  • mówię o tym, że nie zawsze tak było;)
  • zachęcam Cię do poszukania czegoś dobrego w każdej porze roku,
  • zapraszam do zapoznania się z moją listą 50 sposobów na jesień,
  • i tak – nadal mówię z zatkanym nosem… ale nie zamierzam za to winić jesieni!

A za tydzień wszystko to, co sobie wmawiamy i myślimy o sobie, a co często okazuje się nieprawdą… Zapraszam w poniedziałek!

***

50 sposobów na jesień

  1. Idź na spacer. Kto powiedział, że chłodniejszy dzień to nie czas na wychodzenie na zewnątrz? Weź przykład z właścicieli psów, którzy muszą wychodzić kilka razy dziennie, niezależnie od pogody, i po prostu ubierz się ciepło i wyjdź. Chłodne powietrze jest idealne do porządnego przewietrzenia głowy;)
  2. Pobaw się z psem/kotem/innym zwierzakiem. Skoro już jesteśmy przy psiarzach! Nawet jeśli nie masz swojego zwierzaka, na pewno wśród znajomych masz kogoś, kto go ma. Odwiedziny połączone z zabawą z czworonogiem (który nie wie, że jest jesień i trzeba mieć stany depresyjne;)) na pewno poprawi ci humor.
  3. Zapal świeczki. Światło świec zawsze dodaje niezwykłego klimatu. Możesz wziąć kąpiel przy świecach albo zjeść przy nich kolacje, a może po prostu zapalić je, nawet jak siedzisz przy komputerze czy tv? To zawsze coś innego, a kiedy palić świece, jak nie w długie, ciemne wieczory?
  4. Idź do lasu. Zapisuję ten punkt osobno, bo spacer spacerem, ale zapach i wygląd lasu po deszczu biją wszystko na głowę;) I te kolory!
  5. Odpal YouTube’a! Jesienią nikt nie może mieć do Ciebie pretensji, że oglądasz kolejną kompilację zabawnych filmików ze zwierzętami;) A jeśli masz ochotę na coś ambitniejszego – polecam krótkie, przezabawne filmiki by Anna Akana (LINK – https://www.youtube.com/watch?v=MfglxHdL–g ) lub cokolwiek z kanały Kalyn Nicholson – dziewczyna jest chodzącą inspiracją! (LINK – https://www.youtube.com/user/Kalynxo13 )
  6. Wróć do starego filmu. Masz jakieś ukochane filmy z czasów młodości? Nie, że klasyki, ale takie Twoje, które lubiłeś za młodu? Ja mam takie trzy – Kosmiczny Mecz, Narzeczona księcia i jeden, którego jeszcze nie odnalazłam, ale uwielbiałam go (był w dwóch „odcinkach”) – Córka Maharadży. Planuję tej jesieni wrócić do wszystkich trzech!:)
  7. Daj szansę kolorowankom. Jest na nie teraz ogromna moda, więc są wszędzie, w każdych ilościach i o każdej tematyce (zwłaszcza w Empikach). Jeśli masz naprawdę dużo cierpliwości wybierz drobne wzory. Chcesz mieć coś pięknego, co możesz wyciąć i powiesić na ścianie? Postaw na wzory florystyczne. A jeśli Twoje serce wyrywa się do Dalekiego Wschodu, jak moje, to zwróć uwagę na mandale. Dla każdego coś miłego, a serio – kolorowanie działa! Odstresowuje i cieszy:)
  8. Zaplanuj nowy rok. Mnie osobiście planowanie szalenie relaksuje i uspokaja. Daje mi poczucie kontroli i sprawia, że zaczynam radośnie oczekiwać fajnych rzeczy, jakie będą się działy w moim życiu. Długie zimowe wieczory albo chłodne, mgliste poranki są świetnym czasem, żeby zaplanować większe działania na nadchodzący rok. Warto zrobić to już teraz – zanim dopadnie nas grudniowe, świąteczne szaleństwo!
  9. Wyciągnij z szafy albo kup najmilszy w dotyku koc. Moje koce leżą w gotowości na kanapie przez cały rok, bo uwielbiam wieczorami zakopywać się w nie na oglądanie filmu. Ale od paru lat obiecuję sobie zakup naprawdę dużego i mega miłego w dotyku – w tym roku przeprowadzka, więc to chyba wreszcie będzie dobry moment na zakupy.
  10. Zatańcz. To, czy umiesz tańczyć, nie ma kompletnie znaczenia. Zasłoń okna, rozsuń meble i daj się porwać muzyce. Jedyne, co ma znaczenie – to właśnie ona, wybierz więc właściwy utwór. Ja polecam dwa, do których skacze się rewelacyjnie:) Walk the Moon – Shut up and dance https://www.youtube.com/watch?v=6JCLY0Rlx6Q i Teddybears – Cobrastyle https://www.youtube.com/watch?v=mBTSG_Tryhc
  11. Zjedz mandarynkę albo wyciśnij z pomarańczy świeży sok. Cytrusy od zawsze kojarzą mi się z jesienią, zimą i świętami. Słońce w skórce!:) No i do tego to małe bomby witaminowe – wybór idealny na teraz.
  12. Upiecz ciastka. Kto powiedział, że nie możesz już teraz zacząć ćwiczyć przed świętami? Zapach domowych wypieków zawsze działa;) Ja mam chyba gdzieś nawet świąteczne foremki…
  13. Przejrzyj stare zdjęcia. Ja robię to ostatnio trochę pod przymusem, bo wzięłam się za porządkowanie dysków. Idzie mi opornie, bo mam mnóstwo ważniejszej pracy, ale grudzień jest moim miesiącem ostatecznym na ogarnięcie tego! Jedynym zagrożeniem (a zarazem największą nagrodą) są właśnie stare zdjęcia… Przez nie chyba nigdy tego nie skończę… Ale ile mam radości z powrotów do starych czasów!
  14. Wysprzątaj jedną szafkę. Kuchenną, łazienkową, w biurku albo tą „ze wszystkim”, którą każdy z nas ma. Jeśli będziesz ogarniać jedną tygodniowo, do wiosny będziesz mieć z głowy generalne porządki. I zamiast wtedy brać się za bary z syfem – będziesz się móc cieszyć słońcem i dłuższymi dniami:)
  15. Połóż się naprawdę wcześnie spać. To jest moje rozwiązanie awaryjne, kiedy od dłuższego czasu „jadę na rezerwie” i zaczynam wymiękać. Biorę gorący prysznic albo kąpiel i wskakuję do łóżka o 20:00 (albo wcześniej!). Po przespaniu 12 godzin naprawdę wstaję w zupełnie innej kondycji.
  16. Kup sobie nowy kubek na jesienne herbaty. Ja wiem, wydawanie pieniędzy, może nawet trochę bezsensu. Ale wiesz co? Dla mnie ma to sens – nowy, wyjątkowy i pieczołowicie wybrany kubek (który wcale nie musi być drogi!) będzie świetnym kompanem na zimniejsze dni. Możesz też kupić sobie jakąś pyszną herbatę, najlepiej rozgrzewającą z cynamonem i imbirem i stworzyć sobie nowy, mały rytuał. Na przykład – zimowa, aromatyczna herbata jako wstęp do pracy;) Nie ma to jak małe radości!
  17. Idź na randkę. Zwłaszcza kiedy jesteś w związku;) Kino sprawdza się zawsze. Ewentualnie romantyczna kolacja albo spacer po mieście (niedługo miasta zaczną się ozdabiać na Boże Narodzenie – klimat zrobi się nie do podrobienia w inną porę roku!). A jeśli jesteście w trybie oszczędzania, zorganizujcie sobie „piknik” na podłodze we własnym mieszkaniu. Świece, wino, kołdry, poduchy, koce… Tylko pamiętajcie, żeby na tę okazję ubrać się randkowo! Albo nie ubierać wcale…;)
  18. Zacznij brać witaminy. No chyba, że już to robisz – wtedy brawo Ty! Brak słońca, mniejsza ilość owoców w diecie, a do tego niskie temperatury, przemarznięcia, przemoczenia. Taki mix skutecznie osłabia organizm… Trzeba mu pomóc!
  19. Stwórz coś własnymi rękami. Karmnik dla ptaków? Będą Ci wdzięczne! Łapacz snów nad łóżko? Papierowe ozdoby do pokoju? Scrapbookingowy album na zdjęcia albo pamiątki? A może kubek/pudełko własnoręcznie wymalowany i ozdobiony? Na cokolwiek się zdecydujesz, kreatywne działanie pobudzi Twój mózg do pracy. Plus – Twoje dzieło zostanie i będzie cieszyć Cię przez całą zimę.
  20. Podejmij wyzwanie – 100 happy days (https://100happydays.com/pl/)? Codziennie jedno zdjęcie przez do końca roku? Prowadzenie pamiętnika przez miesiąc? Wyzwanie nie musi być niesamowicie ciężkie albo wymagające. Może to być nawet prosta, krótka czynność. Ale „zmuszanie się” do czegoś codziennie, może pobudzić Cię do działania również na innych polach.
  21. Poćwicz. Cokolwiek – Chodakowska w domu, 8-minutowe ćwiczenia na którąś partię ciała, ćwiczenia z Mel B (na youtubie roi się od różnych, krótszych i dłuższych treningów). A może właśnie trening na siłowni albo jogging w parku? Niezależnie od tego jaką aktywność fizyczną wybierzesz – biologia zadba o to, żeby w Twoim organizmie pojawiły się hormony szczęścia. A ciało tylko Ci podziękuje, kiedy będziesz się szykować na Sylwestra;)
  22. Zagraj w coś. Wormsy na Playstation? Kalambury w większym gronie? A może planszówka z przyjaciółmi albo Twister we dwoje? A pamiętasz „Państwa-Miasta”? Albo statki? Teraz jest na to idealny moment.
  23. Wróć do serialu. Każdy ma jakiś ulubiony, oglądany milion razy. U mnie królują Chirurdzy, Przyjaciele i Seks w wielkim mieście, czasem wzbogacane przez Ally McBeal. Wszystkie praktycznie znam na pamięć, ale kiedy nie mam pomysłu, co krótkiego obejrzeć do obiadu, sięgam po odcinek któregoś z nich – i wiem, że się nie zawiodę!
  24. Zacznij nowy serial. Długie jesienne wieczory są świetne do seansów serialowo-filmowych. Uważaj tylko, żeby nie popłynąć i np. nie zarwać nocy dla serialu – zamiast pomóc, sprawi, że będziesz mieć kolejny dzień jeszcze cięższy… Poza tym, dlaczego nie rozciągnąć przyjemności aż do wiosny?:) Jeśli lubisz historie na faktach i nie obrzydza Cię widok krwi i brutalnych morderstw – gorąco polecam „Narcos’a”! A jeśli lubisz mroczniejsze klimaty, wampiry (ale nie te brokatowe), demony, wiedźmy i wilkołaki, koniecznie sprawdź „Penny Dreadful”.
  25. Zrób sobie selfie. A najlepiej rób je codziennie przez wyznaczony czas (np. miesiąc, albo do końca roku). Nie musisz go (ich) nigdzie publikować – nie o to chodzi! Chodzi o to, żeby poznać swoje „dobre kąty”, nauczyć się pozować, zrozumieć w jakim ujęciu wygląda się najlepiej (taka wiedza serio się przydaje na wszelkich weselach, sylwestrach, czy kiedykolwiek ktoś robi Ci zdjęcie). Poza tym takie wyzwanie sprzyja codziennemu dopracowywaniu wizerunku, kreatywności w makijażu, czy ubiorze, a dzięki genialnym filtrom na Instagramie, czy w innych aplikacjach, można naprawdę podnieść sobie samoocenę:)
  26. Przytul się – do partnera, przyjaciółki, zwierzaka albo misia (hej, nikt nie musi o tym wiedzieć!;)). Dotyk działa kojąco i zwiększa nasze poczucie bezpieczeństwa.
  27. Spróbuj czegoś nowego. Kiedy, jak nie teraz? Gra na harmonijce? Strzelnica? A może szydełkowanie? To dobry czas na dawanie szansy nowym zajęciom, kto wie, które się „przyjmie”? Pamiętaj – jeśli czegoś nie poczujesz, nie zmuszaj się! Nauka powinna sprawiać CI przyjemność, a nie być przyczyną jeszcze większego doła.
  28. Zacznij używać balsamu brązującego. Albo umów się na opalanie natryskowe. Skóra nabierze pięknego koloru, Ty poczujesz się atrakcyjniej, a nie zniszczysz cery w solarium. Same plusy!
  29. Sięgnij po książkę-poradnik. Najlepiej o tematyce szczęścia lub rozwoju albo innej – takiej, która Cię interesuje. Podobnie jak kolorowanek, jest ich teraz naprawdę sporo na rynku.
  30. Idź na grupowy fitness. Pisałam już o ćwiczeniach, ale w tym punkcie nie chodzi już nawet o sam ruch, a o poczucie wspólnoty i działanie w grupie. Jeśli nie jesteś fanem „normalnych” zajęć, polecam Zumbę, Twerk albo jogę – to zwykle zajęcia głównie dla pań, więc można porzucić wszelkie zmartwienia i poczucie wstydu i zatracić się w kolejnych ruchach.
  31. Obejrzyj filmik z cyklu People are Awesome. Wspominałam już o tym nie raz – uwielbiam ten kanał na YouTubie – https://www.youtube.com/user/Hadoukentheband. Świetna muzyka plus naprawdę niewiarygodnie uzdolnieni ludzie. Jest co oglądać!
  32. Porozmawiaj z kimś bliskim. Polecam „face to face”, chociaż, mieszkając daleko od rodziny i przyjaciół, wiem, jakie to czasem trudne. Ale już sam telefon czasem wystarczy, by podtrzymać relację.
  33. Nawiąż kontakt. A jeśli już nie telefon do bliskich, to może chociaż zagadanie do dawnego znajomego? Ilu masz znajomych na Facebooku? Może następnym razem, kiedy jakiś dalszy znajomy wrzuci ciekawy link albo zdjęcie, zamiast tępo klikać „Lubię to”, zagadaj? Pogratuluj osiągnięcia, zapytaj skąd wziął coś, co jest na zdjęciu, skomentuj wrzucony link? Czasem takie luźne zagadanie skończy się dwu-linijkową wymianą uprzejmości, ale czasem może być pretekstem do odnowienia kontaktu. Warto zaryzykować;)
  34. Zmień coś. Mówi się, że kiedy kobieta ścina włosy, to znak, że zmienia swoje życie. Nie musisz od razu zmieniać życia;) Ale możesz wizytę u fryzjera wykorzystać jako zmianę wizerunku! Też spoko. Lubisz swoją fryzurę? To może nowy krój ciucha, kolor paznokci albo szminki?
  35. Uśmiechnij się. Nawet jeśli nie czujesz się radośnie, zmiana postawy, może wpłynąć na faktyczną zmianę nastroju. Dlaczego by nie spróbować? Przy okazji, ten uśmiech możesz posłać ekspedientce, listonoszowi albo osobie, którą mijasz na ulicy – obydwojgu zrobi się lepiej:) Win-win!
  36. Zaszyj się w domu. Kto powiedział, że całą jesień musisz biegać po mieście, spędzać konstruktywnie czas albo wchodzić w interakcje? Czasem, najlepszym sposobem na jesienną słotę, jest po prostu zaszycie się w ciepłym, przytulnym domu. Z dala od ludzi, zgiełku i deszczu. Czas sam na sam ze sobą, może być ogromnym darem, jeśli tylko postanowisz tak do tego podejść.
  37. Ubierz szalone skarpetki. Ciepłe wełniane, podkolanówki, zakolanówki, w śmieszny wzór albo dwie różne… Trochę zabawy i wygłupów nie zaszkodzi;)
  38. Poszukaj piękna. Idź do kwiaciarni albo galerii sztuki. Rozejrzyj się na ulicy, pójdź do parku. Znajdź coś pięknego i pozachwycaj się chwilę. To mikroakcje tworzą nasze szczęście.
  39. Powiedz komuś „kocham Cię”. Jak w punkcie 35. Jednym słowem czy gestem możesz sprawić radość sobie i drugiej osobie. Warto!
  40. Zwiedź swoją okolicę. Przejdź się wokół swojego miejsca zamieszkania, ale inaczej niż zwykle – wybierz inną trasę albo idąc bądź bardziej uważny. Zwróć uwagę na szyldy, wystroje witryn, ogłoszenia i plakaty na słupie ogłoszeniowym. Może akurat zauważysz coś nowego, dowiesz się o zbliżającym się wydarzeniu albo odkryjesz nowe ciekawe miejsce? Taka lekcja uważności zwróci też Twoją uwagę na to, że żyjąc „na automacie”, wiele szczegółów nam umyka.
  41. Przygotuj kartki świąteczne. Nie robiłeś tego od lat? A może wcale? Te kupowane gotowce, pisane na kolanie i wysyłane w pośpiechu nigdy za bardzo nie miały dla mnie sensu i sama też zwykle tego nie robiłam. Ale w tym roku mam ochotę przyłożyć się do tematu, znaleźć piękne kartki, porządnie je wypisać i powysyłać najbliższym.
  42. Włącz muzykę. Prosta sprawa… Ale zachęcam, żebyś dał szansę nowemu stylowi, albo artyście, którego nie znasz. A jeśli masz Spotify, wyszukaj tematyczną listę (np. Happy Day). Chodzi o to, żeby odpowiednio się nastroić, nie wpaść w jeszcze większy dół (a muzyka czasem to potrafi;)) i odkryć nowe brzmienia i utwory. Polecam też wszelkie listy „do gotowania” albo „do wspólnej kolacji”. Często są to latynoskie kawałki, bardzo łagodne i relaksujące.
  43. Oddychaj. Zapominamy o tym, jak ważny jest oddech. Nie zauważamy go wręcz, nie staramy się, żeby był porządny. Błąd! Tym razem weź naprawdę głęboki oddech nosem, i powoli wypuść powietrze ustami. W jednym z ćwiczeń oddechowych, wydech powinien trwać dwa razy dłużej niż wdech. Spróbujesz?
  44. Dodaj zapachu do mieszkania. Nieważne czy świeczką zapachową, olejkiem aromatycznym, czy ulubionymi perfumami. Ważne, żeby w ten jesienny czas, porozpieszczać wszystkie zmysły;)
  45. Zadbaj o siebie i swoje potrzeby. Często za naszym obniżeniem nastroju wcale nie stoi jesień czy deszcz, ale zmęczenie, niewyspanie, niewłaściwe odżywianie, brak witamin, przemarznięcie czy odwodnienie (tak, to że nie jest gorąco i się nie pocisz, wcale nie zwalnia Cię z obowiązku picia wody!). Zanim więc zwalisz winę na sezon i znów obrazisz się na listopad – zadbaj o siebie i swoje najbardziej podstawowe potrzeby. Wyśpij się, zjedz porządne, najlepiej ciepłe śniadanie, ubierz się ciepło, żeby nie marznąć i napij się wody. Dopiero jeśli wówczas nadal będziesz czuć się okropnie – możesz szukać przyczyn dalej.
  46. Weź długą, gorącą kąpiel. W lecie praktycznie ich nie uznaję. Wskakuję pod prysznic, chwila moment i jestem gotowa, by lecieć dalej. Ale kiedy temperatura znacząco spada, tylko czekam kiedy będę miała luźniejszy wieczór! Pachnący płyn albo olejek do kąpieli, duża ilość piany, i, co i rusz, dolewana gorąca woda… Wersja deluxe? Kąpiel we dwoje, z kieliszkiem wina i blaskiem świec;)
  47. Zmień menu. W lecie, kiedy na zewnątrz temperatury sięgają 30 stopni, stawiam na lekkie makarony, owoce, śniadania na zimno (pomidory z mozarellą i bazylią albo pomidory z fetą i oregano…), na deser lody lub kawę mrożoną, a do picia wybieram wodę, lemoniadę, ziołową herbatę na chłodno albo w weekend – butelkę schłodzonego cydru. Ale kiedy przychodzi jesień… To jest dla mnie moment na całkowitą zmianę menu! Na stole pojawiają się: kasza jaglana z jabłkami, miodem i cynamonem, leczo albo bigos, dania trochę cięższe, ale super rozgrzewające, a do tego herbata z cytryną i sokiem malinowym (koniecznie gorąca i w wielkim kubku!), kakao z gorącym mlekiem, jak za czasów dzieciństwa, i, jeśli już zachce się alkoholu, grzane wino, mocno przyprawione. I szczerze powiedziawszy, takie rozbicie menu na dwie pory roku sprawia, że obecnie z niecierpliwością czekam na tą pierwszą jaglankę z jabłkami i doczekać się nie mogę porządnej jesieni!:)
  48. Zrób sobie domowe SPA. No punkt ewidentnie skierowany do kobiet;) Zima sprzyja zaniedbywaniu się – kryjące rajstopy, czapki zasłaniające odrost, rękawiczki, spod których nie widać odpryśniętego lakieru. Jeśli nie chcesz czuć się gorzej niż w lecie, nie wyglądaj gorzej niż w lecie! Peeling, depilacja, lakier do paznokci, regulacja brwi i farba na włosy. Nawet jeśli w ciągu dnia nikt nie będzie miał okazji tego zauważyć, to po pierwsze – Ty będziesz wiedzieć, a samoocena i samopoczucie poszybują w górę. A po drugie – to czego nie widać za dnia, przecież widać w nocy…;)
  49. Spędź trochę czasu w ciszy. Kiedy ostatni raz delektowałeś się ciszą? Znam wiele osób, które tej ciszy nie znoszą. Muszą mieć cały czas włączony telewizor albo radio. Jak nie rozmawiają z kimś twarzą w twarz, to dzwonią do byle kogo, byle tylko rozmawiać. Idąc na spacer zakładają słuchawki, w łóżku, przed zaśnięciem oglądają telewizję. A cisza wcale nie musi być przerażająca, czy niewygodna! Dlatego następnym razem idąc na spacer albo do sklepu, zostaw słuchawki w kieszeni. Wsłuchaj się w odgłosy ulicy, śpiew ptaków albo, najlepiej, wsłuchaj się w siebie. Kiedy ludzie mają poznawać samych siebie, kiedy nigdy się nie słuchają?
  50. Naucz się czegoś od mądrzejszych od siebie. Idź na kurs, wykup dostęp do kursu on-line, weź udział w webinarze, posłuchaj innych podcastów albo obejrzyj wykład TED. Wiele kursów, szkoleń i warsztatów właśnie we wrześniu/październiku startuje z nowymi grupami. Więc nawet jeśli już nie jesteś oficjalnie uczniem lub studentem i OFICJALNIE nie zaczynasz nowego roku akademickiego – może warto jednak w tej roli ucznia pozostać i wykorzystać jesień na rozpoczęcie czegoś nowego i dalszą naukę? Wierz mi, to nie może zaszkodzić! I pamiętaj – nie mówimy od razu o szkole biznesu, o kursie na menadżera czy o poważnych kursach zawodowych! Może wolisz w tym nowym „roku akademickim” nauczyć się malować albo tworzyć kompozycje kwiatowe, bo po prostu Ci się to podoba i sprawia Ci to przyjemność? Jeśli tak – SUPER! Idź w to!

Albo zrób sobie combo:) Zaparz rozgrzewającą herbatę, załóż ciepłe ciuchy, w tym szalone skarpety, opatul się kocem, puść relaksującą muzykę w tle, zapal świece i sięgnij po ulubioną albo ciekawą książkę. Romans! Żeby rozgrzał jeszcze bardziej;)

Komentowanie, udostępnianie, polecanie znajomym, wspominanie o mnie przy kieliszku wina i „lajkowanie” fanpage’a na Facebooku jest szalenie mile widziane, więc wybierz (przynajmniej) jedno z powyższych i just do it! Będzie to dla mnie najlepszą motywacją do dalszej pracy. A jeżeli chcesz pogadać, podzielić się swoją historią, o coś zapytać albo nawiązać jakąkolwiek twórczą współpracę – skocz do zakładki KONTAKT i napisz / znajdź mnie na Facebooku.