Doodle, czyli realizacja marzenia

Cześć Wam w połowie miesiąca!:) Ależ ten czas leci… Co dopiero pakowałam się na południe i już jest 1,5 tygodnia później… Chciałam wrócić do Was od razu, jak tylko wróciłam do siebie, ale niestety mój Sącz musiałam odchorować i dopiero dzisiaj powoli zaczynam zdrowieć:(

Ale, ale – jestem! I to mnie cieszy, bo wpadłam ostatnio w wir pracy fotograficznej i serio bałam się, że nie będę w stanie chociaż na chwilę przestać i wpaść tutaj – no ewidentnie mnie poniosło;) Ale to również mnie niesamowicie cieszy, bo po paru tygodniach ogromnego zwątpienia, przypomniałam sobie, jak bardzo kocham moją pracę i jak bardzo chcę nadal ją wykonywać i z niej żyć:)

Dobra, ale dzisiaj nie o tym – nie o pracy, nie o własnej działalności czy organizacji czasu – dzisiaj KREATYWNIE!:)) Obiecywałam Wam ten post od jakiegoś czasu więc wreszcie jest:)

Ale żeby w wieku 28 lat uczyć się rysować kota…?!

Wspominałam Wam w moich planach na ten rok, że moim przeogromnym marzeniem jest nauka rysunku. Jakiegokolwiek. Nie mam wrodzonego talentu, więc wiem, że van Goghiem nie zostanę. Jednak dotarło do mnie, że ja przecież wcale nie muszę tym van Goghiem być i (uwaga, uwaga, pojawi się tu zaraz myśl przełomowa) ja wcale nie muszę być w tym świetna, moje rysunki nie muszą być idealne i generalnie koślawo narysowany pies będzie dużo większym osiągnięciem z mojej strony, niż pies nie narysowany wcale.

W ogóle zauważam często u ludzi naokoło, że w obawie przed wygłupieniem albo przed stwierdzeniem, że jednak nie są w czymś świetni – nie podejmują działań, nie idą za głosem serca, nie dają samym sobie szansy. Widać to po zdaniach typu „marzy mi się jazda konna, ale zbłaźnię się, bo nigdy nie jeździłem/am, a stary/a już jestem”, „może jakbym zaczęła jako dziecko, ale teraz to wstyd”, „nie umiem tańczyć, więc nie pójdę do szkoły tańca, bo mnie wyśmieją”. Hmm… Pozwólcie, że oznajmię Wam teraz parę prawd. Tonem wszechwiedzącym;)

1. Szkoła jest do nauki. Z założenia gdyby ktoś umiał tańczyć nie szedłby do szkoły tańca. Jak mówisz płynnie po angielsku, nie idziesz na kurs podstawowy, prawda? I jak świetnie tańczysz to jedziesz ze swoim partnerem na turniej, a nie idziesz na lekcję uczyć się kroku podstawowego. Jest więc realnie spora szansa, że na kursie podstawowym spotkasz bandę ludzi, którzy… nie umieją tańczyć, tak jak Ty, i przyszli tam się NAUCZYĆ, tak jak Ty. Bo NIE POTRAFIĄ. Takie proste;) Wszelkie szkoły, czy kursy od podstaw są więc najlepszym sposobem, żeby zacząć realizować swoją pasję.

2. Kiedyś nie umiałeś chodzić, że o mówieniu nie wspomnę. Wiesz jak brzmiały Twoje pierwsze słowa? „Aaa bźbiuuugrrrr”. Zakładam, że tak mniej więcej. Sorry, ale nie jechałeś Szekspirem, a i pierwszą Twoją przeczytaną książką nie był „Pan Tadeusz”. Stopniowo doszedłeś do wprawy, nawet całkiem niezłej – może teraz znasz wiersze na pamięć, potrafisz powiedzieć „stół z powyłamywanymi nogami”, mówisz nie tylko w swoim języku, ale i trzech innych i biegasz w maratonach. Ale kiedy zaczynałeś – po każdym kroku lądowałeś na tyłku, nie umiałeś wypowiedzieć „r” i składałeś litery w słowie „dom”. Nie od razu zacząłeś też jeździć samochodem, nie umiałeś wiązać butów i musiałeś nauczyć się obsługiwać Worda. Jak to się ma do nowych pasji? Ano tak, że absolutnie wszystko, co robimy, zasadza się na umiejętnościach, które nie są w większości wrodzone a WYUCZONE. Skoro więc ogarnąłeś sprzęgło i przeszedłeś na poziom wyższy od butów na rzepy, to dlaczego miałbyś się nie nauczyć rysować / grać na gitarze / mówić po japońsku / jeździć na desce / grać w tenisa?

3. Nie, nie musisz zaczynać jako dziecko! Często słyszę – gdybym zaczął się uczyć jako dziecko, to ok, ale teraz jest za późno… Tak, według naukowców dzieci mają większą łatwość przyswajania nowych rzeczy, a i ciało od młodego wieku ćwiczone w kierunku jakiegoś sportu będzie do niego lepiej przystosowane i będzie potrafiło osiągać lepsze rezultaty. ALE! Dziecko nie narzuci na siebie samodyscypliny w ćwiczeniu, będzie się też łatwiej rozpraszało, nie podejdzie do tematu świadomie i zadaniowo… My, jako dorośli, też mamy swoje zalety! Chcecie usłyszeć jaką ja mam teorię na temat zaczynania jako dziecko? Jest im łatwiej, bo nie mają takich barier w głowach, jakie my mamy. Kiedy zakładasz im na nogi narty, nie obawiają się, że wyglądają głupio, jadąc pługiem, albo, że ich narysowany kot wygląda bardziej jak mrówkojad, albo, że fałszują przeokropnie. Nie – one wypną tyłek i pojadę po stoku na krechę, ciesząc się słońcem i wiatrem. Pokolorują swojego koto-mrówkojada na różowo, żeby dodać mu splendoru i zwołają całą rodzinę do salonu, żeby wykonać przed nią performance na miarę Beyonce. W TYM mają przewagę – mają gdzieś opinie i oceny, a próbują do skutku.

W związku ze wszystkim powyżej – smuci mnie bardzo, kiedy dorośli sami narzucają sobie granice i bariery, rzucają sobie pod nogi kłody nie do przeskoczenia i rezygnują na wstępie z czegoś, co mogło stać się ich ogromną pasją i radością. Zaklinam Was – nie róbcie tego! Jeżeli strach przed porażką, albo wstyd są tak duże, że nie jesteście w stanie „wyjść do ludzi”, zacznijcie małymi kroczkami, w zaciszu własnego domu, ale na Boga, jeśli o czymś marzycie – zacznijcie!

Żeby nie było, że „ta krowa, co najgłośniej ryczy…”

Znacie to powiedzenie?:) Ta krowa, co najgłośniej ryczy, najmniej mleka daje?:) No to, żebyście mnie o takie straszne rzeczy nie posądzali – mam dowody, że ja zaczęłam! A mój start w krainę rysunku przebiegł w kliku etapach.

1. Uznałam, co następuje: a) nie mam talentu – niestety z mamowego woreczka, cały talent do rysunku i ładnego pisma wysypał się na moją siostrę, ja za to dostałam cały woreczek od taty z „lekarskim” pismem; b) nie mam wprawionej ręki, bo żyjąc 28 lat w przekonaniu, że bez talentu nie mam się po co za to zabierać, tej ręki nie ćwiczyłam; c) nie muszę być we wszystkim świetna, więc jeśli się zatrzymam na etapie potworów o dziwnych oczach, to trudno; d) jestem jedyną osobą, która mnie powstrzymuje przed spróbowaniem; e) jestem też jedyną osobą, która może dać temu szansę.

2. Postanowiłam „mierzyć siły na zamiary”, czy zamiary na siły – nigdy nie wiem;) I wybrałam na początek styl, który myślę, że realnie jestem w stanie ogarnąć – padło na doodle. Z angielskiego oznacza to „bazgranie” i jest to na przykład szkicowanie „popierdółek” w notesie na nudnym wykładzie czy zebraniu (po więcej o tym co to jest i jak to rysować, zapraszam na bloga Just Happy Life Moniki – mojego doodlowego guru;)). Zdarzało mi się takie gryzmolenie na studiach, ale wtedy zawsze chciałam być „ąę” i walnąć w zeszycie dzieło godne Picassa. Teraz uznałam, że śmieszne zwierzaki i potworki, prosta kreska i zabawne minki sprawdzą się dużo lepiej.

3. Wybrałam fajny notatnik – a jakże:) Tym razem kołonotatnik, żeby wygodniej się rysowało po obu stronach.

4. Wzięłam do ręki pierwszy z brzegu ołówek, odpaliłam Pinteresta i filmiki na YouTubie i… zaczęłam rysować:)

I matko, jakie to fajne! Oczywiście, że się frustruję, że nie potrafię sama wymyślać kształtów i zwierzaków i wszystko, co na razie rysuję jest zerżnięte z Internetu. Jasne, że chciałabym mieć już wyćwiczoną rękę i tworzyć cudne rysuneczki. I smutno mi, że jeszcze tyyyyle nauki przede mną, kiedy ja bym chciała już, teraz. Ale to kompletnie nie ma znaczenia! Bo dzięki temu, że zaczęłam, już jestem bliżej celu niż byłam przez ostatnie 28 lat:) No całkiem dobrze to brzmi!:)

Tak więc zachęcam Was gorąco, żebyście zajrzeli wgłąb siebie, zastanowili się, co Wam sprawia radość, albo co Wam się podoba i dali sobie szansę! Ja na przykład zamierzam jeszcze nauczyć się gry na harmonijce (mimo, że w życiu nie grałam na żadnym instrumencie, nie chodziłam do szkoły muzycznej i nie mam wybitnego słuchu), gry w tenisa (mimo, że mam popsuty prawy łokieć i lewe kolano, prawie 30 na karku, nadwagę, a rzucając psu piłkę, muszą się chować wszyscy w zasięgu 500 m, bo nie wiadomo, w którą stronę poleci), szycia (bo choć mama chciała mnie nauczyć, to jakoś nigdy się nie wzięłam za temat, a teraz żałuję) i całego szeregu innych umiejętności! Bo w sumie, czemu nie?:)

No dobra, obiecałam Wam dowody rzeczowe, więc proszę bardzo – moje pierwsze zetknięcie z doodlowaniem:)

A Ty? Czego zawsze chciałeś się nauczyć?:) Może to dobry moment, by zacząć?:>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA *