Droga do podświadomości

droga do podświadomości, droga, podświadomość, missasumpt

Droga do podświadomości

Kochani, w życiu nie myślałam, że napiszę tak osobisty post tutaj… Ale obiecywałam od początku dzielenie się doświadczeniem, a nie podręcznikowymi teoriami, więc… A co mi tam;) Może akurat komuś ten post pomoże! Dzisiaj więc moja osobista droga do podświadomości (i podpowiedź jak Wy możecie dotrzeć do własnych).

Skąd wziął się ten temat

Na wstępie muszę się Wam przyznać, że miałam teraz tragiczne trzy tygodnie. Trochę ze względu na popsute auto, które wchłonęło miliony monet i przyczyniło się do finansowego problemu. Trochę przez smog i paskudną pogodę, przez które właściwie pasuje mi siedzieć w domu, żeby się nie truć, a przez co szkoda mi psa, znudzonego życiem. A głównie ze względu na to, że mimo stworzenia pięknego planu, super założeń i naprawdę fajnych celów przede mną, które CHCIAŁAM zrealizować, nie potrafiłam zabrać się do działania. Serio – bezproduktywność level hard. Jasne, że codziennie COŚ TAM działałam, robiłam, pchałam niektóre tematy do przodu, ale była to orka na ugorze, w dodatku przerywana co chwilę z byle powodu. Efekt? Zrobiłam może z 15% tego, co faktycznie mogłam zrobić w te 3 tygodnie. No dramat.

Równia pochyła

Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że po takim jednym, drugim, czy czternastu „przebimbanych” dniach wcale nie czułam się lepiej – nie czułam, że przynajmniej odpoczęłam, nie czułam się zrelaksowana. O nie – czułam się z dnia na dzień coraz gorzej. Serial czy inne rzeczy wcale nie pomagały, zamiast odpoczywać, byłam coraz bardziej zmęczona. Zamiast „łapać wiatr w żagle” – zapadałam się głębiej w dół. Aż do dzisiaj, kiedy rano czułam się już tak potwornie źle i tak nieszczęśliwa, że zaczęłam się podejrzewać o pierwsze objawy depresji, co w moim przypadku serio jest skrajem!

Misja ratunkowa

Postanowiłam więc zrobić coś inaczej i zamiast do śniadania odpalać kolejny odcinek serialu (którego dodam, że od paru dni wcale nie mam ochoty oglądać, ale jakoś tak go włączam i leci…), sięgnęłam po książkę. NLP w balerinkach Agnieszki Ornatowskiej.

Jest to książka, po którą sięgałam już chyba ze trzy razy i tyleż razy czytałam pierwszych kilka rozdziałów i ją odkładałam. Najpierw oceniałam ją jako mało poważną i jako zapis oczywistości, potem się uprzedzałam, że NLP, później zaczęłam inne książki i postanowiłam je skończyć, zanim wrócę do tej… I tak schodziło. Cóż – widocznie miałam sięgnąć po nią właśnie teraz…

Parę słów o książce

Książka sama w sobie, jeśli da się jej szansę, (której ja jej nie dawałam) jest całkiem fajnie napisana. Bardzo lekko, co początkowo wydawało mi się infantylne, ale z czasem dostrzegłam tego zaletę – naprawdę nigdy nie widziałam tak prosto omówionych podstawowych założeń i zasad NLP. Jeśli więc ktoś nigdy w życiu o tym nie słyszał, a jest ciekawy – polecam! Ja nie jestem jakąś wielką wyznawczynią programowania neurolingwistycznego (to oznacza skrót NLP), ale ma ono niektóre metody, które znałam wcześniej i które lubię stosować – pewnie poświęcę im osobne posty. 

Natomiast w ostatniej części książki, autorka odchodzi od NLP i po krótce przedstawia inne metody wspomagające dążenie do szczęścia i realizację marzeń. Jedną z nich było „dogadanie się ze swoją podświadomością”.

Mini przełom?

I tu sobie pomyślałam „ocho!”. Muszę też dodać, że po każdym rozdziale, których jest 28, autorka podaje zadanie do wykonania. Nie wykonałam ani jednego. Trochę nawet chciałam, ale kiedy ona proponowała np. wyobrażenie sobie problemu, a następnie zmniejszenie go minimalnych rozmiarów, popatrzenie na niego z góry, albo przez lornetkę – ja… nie wiedziałam jaki jest problem! Dlatego kiedy wreszcie dotarłam do porozumiewania się z podświadomością, poczułam, że właśnie to może pomóc, żeby zrozumieć gdzie faktycznie on leży i jaki jest.

Komunikowanie się ze swoją podświadomością

Ćwiczenie to wymaga ciszy i spokoju. W pierwszym odruchu musimy skomunikować się z naszą podświadomością – pomaga tutaj najnormalniejszy dialog wewnętrzny, z czego przygotujcie się, że Wasza podświadomość nie będzie odpowiadała słowami, a raczej wspomnieniami, obrazami, wyobrażeniami. Trzeba się więc nastawić na wielotorową „rozmowę”;) Autorka zaleca, żeby poprosić podświadomość o przybranie postaci i podanie imienia, przez co łatwiej będzie nam prowadzić dialog. Postacią może być przyjaciółka, postać z filmu albo my sami – obecnie, z przeszłości. A kiedy już mamy obraz, możemy zadawać dowolne pytania i uważnie obserwując to, co pojawia się nam w głowie, jesteśmy w stanie uzyskać odpowiedzi.

NLP a podświadomość

Najważniejsze, co musimy wiedzieć, to, że według NLP nasza podświadomość nie jest źródłem strasznych i złych popędów, jak sugerował Freud, nie jest też głupia i ograniczona. Jasne, że często utrudnia nam porozumiewanie się z innymi (filtrując wszystko przez własne wspomnienia i wyobrażenia), oraz często robi wszystko, żeby nie dać nam zmienić jakiegoś nawyku (ona wierzy, że robi dobrze, bo wszystko, co nowe, może być zagrażające). Ale jednak jest to największa skarbnica naszej wiedzy, naszych doświadczeń i nauk, jakie zebraliśmy przez wszystkie lata naszego życia. A skoro potrafi mieć spory wpływ na nasze decyzje i to, jak żyjemy – tym bardziej warto mieć ją za przyjaciółkę, a nie wroga! Tak więc dobrze jest zacząć się z nią komunikować – oczywiście nie spełniając wszelkich jej zachcianek i podejmując świadome decyzje, ale jednak biorąc pod uwagę to, co do nas mówi. Bo często wie więcej o nas niż my sami – świadomie.

Moja konwersacja z podświadomością

Moja podświadomość pojawiła mi się w umyśle, jako mała ja. Co okazało się nie bez znaczenia. Kiedy zapytałam jej o imię, usłyszałam określenie, którym zwracał się do mnie jeden z byłych facetów, Ten, który, do czasów mojego M. był chyba najbardziej opiekuńczy w stosunku do mnie (a też jest postacią z przeszłości, kiedy moje życie wyglądało trochę inaczej, co jest bardzo ważne). Na pytanie co Cię trapi, co się dzieje, poczułam dojmujący smutek, wręcz zapadanie się, strach, i przede wszystkim brak bezpieczeństwa i opuszczenie. Nie samotność – opuszczenie.

Skąd takie emocje?

Otóż, kontynuując bardzo osobiste wynurzanie się – ostatnimi czasy moja sytuacja rodzinna nie do końca jest taka, jaką bym sobie wymarzyła. Każdy z nas jest dorosły, każdy ma swoje, nawet spore, problemy. I każdy skupia się na sobie, co jest oczywiste i normalne. Ja jednak okropnie zatęskniłam za poczuciem rodzinnego bezpieczeństwa, za opieką, za byciem małą dziewczynką, którą ktoś się zajmie. Na koniec zadałam pytanie, na które odpowiedź zaskoczyła mnie jednak najbardziej – co mogę zrobić, żebyśmy poczuły się lepiej. I wiecie, co stanęło mi przed oczami? Wcale nie serial, nie leżenie w łóżku do południa, a wręcz przeciwnie – zobaczyłam projektowanie albumu ślubnego, który nadal jest w rozsypce, zobaczyłam obrabianie i retuszowanie zdjęć, robienie ich. Zachciało mi się już, teraz, napisać post na bloga, siąść do projektowania nowych ofert… Zobaczyłam wszystko to, co od 3 tygodni odkładałam i za co nie mogłam się zabrać!

Z polskiego na nasze, czyli o co jej chodzi?

Jako, że przeszłam kiedyś własną mini-terapię, dużo pracowałam nad wglądem oraz samoświadomością i znam siebie już naprawdę nieźle, zrozumiałam przekaz. Który samą mnie zaskoczył! Myślałam, że nie pracuję, nie działam i nie wypełniam moich celów, bo jestem tak nieszczęśliwa i smutna, że nie mogę się do tego zmobilizować. A tymczasem, nie robiłam tego, bo to poprawiłoby mi humor! A moja podświadomość, opuszczona i smutna, w moim byciu nieszczęśliwą upatrywała swojej szansy. W psychologii wyróżnia się cały szereg mechanizmów obronnych – wśród nich regresję. I myślę, że to jej łagodną formę postanowiła wykorzystać moja podświadomość. Będąc smutną, skuloną na kanapie, przy serialu, teoretycznie miałam większe szanse, żeby ktoś przytulił, zaopiekował się, zajął. Tak więc, dopóki podświadomość nie miała prawa głosu, robiła mi krecią robotę po to, żeby dostać to, czego potrzebowała. I tym samym powstrzymywała mnie przed świadomym działaniem, bo to poprawiłoby mi humor, zajęłoby mnie, a jej potrzeba opieki nie zostałaby zaspokojona.

Takie oto czary-mary;)

Wiem, że dla wielu z Was może to brzmieć jak a) magia, b) szarlataństwo:), c) wymyślanie, d) dorabianie teorii. Macie pełne prawo;) Ja jednak znam siebie i wiem, że całe to wytłumaczenie, ma nie tylko ręce i nogi, ale i głowę i dwie czerwone kokardy we włosach! Co więcej – kiedy zapewniłam tą moją podświadomość, że jest dobrze, że damy sobie radę, i że nie musi się smucić, bo ja tu jestem – dorosła i odpowiedzialna za nią, poczułam przypływ motywacji do działania, którego nie czułam od naprawdę dawna.

Jakie wnioski płyną z tego wszystkiego dla Was?

Cóż, nie nakażę Wam stosowania tej metody, bo jest to coś, na co trzeba być otwartym i czemu trzeba zaufać. Nie będę Was też przekonywała, że to jedyna słuszna droga. Praca z samym sobą, ze swoimi przekonaniami, demonami, przyzwyczajeniami i w ogóle ze swoją podświadomością nie jest łatwa i trzeba naprawdę sporego wyczucia i intuicji, żeby nauczyć się odczytywać znaki i symbole, które nam podsuwa. Zapewniam Was jednak, że warto – bardzo! Warto się czasem zatrzymać i zapytać samego siebie, gdzieś tam schowanego z tyłu głowy, o co chodzi, co jest nie tak, czego potrzebujesz. Być może Wasza podświadomość poprosi Was o urlop czy gorącą kąpiel, bo jest przemęczona pracą? A może potrzeba jej stymulacji – jakąś nową książką czy warsztatami. A może, jak moja, potrzebuje uwagi i opieki? Jedno, co mogę Wam zagwarantować – im częściej będziecie się komunikować z tą częścią siebie, tym lepiej rozwinięta będzie Wasza intuicja i łatwiej będzie się Wam słuchało siebie. A to jest serio bardzo ważne!

Droga do podświadomości – how to

Dla tych, którzy chcieliby spróbować, podsumowanie metody w punktach (wg książki Agnieszki Ornatowskiej):

  1. Zapewnij sobie ciszę, spokój i możliwość skupienia się.
  2. Usiądź wygodnie, zamknij oczy i skup uwagę na swoim wnętrzu.
  3. Zwróć się do swojej podświadomości takimi słowami, jakie są dla Ciebie najlepsze, prosząc ją, by Ci się pokazała w takiej formie, w jakiej zechce.
  4. Poczekaj na pierwszy obraz, który pojawi się w Twoich myślach – nie przeszkadzaj i nie pomagaj! Po prostu bądź uważny/a.
  5. Pamiętaj, że obraz Twojej podświadomości może być za każdym razem takim sam, ale może też za każdym razem przyjmować inne oblicze – to też jest ok!
  6. Kiedy już widzisz obraz, możesz zapytać swoją podświadomość o imię. I tu znów – tylko obserwuj i słuchaj!
  7. Może być tak, że nie będziesz widzieć nic i nic nie przyjdzie Ci do głowy. Powodów może być kilka – najczęstszym jest to, że zaniedbywałeś/aś podświadomość tak długo, że niekoniecznie uda się Wam od razu porozumieć. Dlatego czasem potrzeba kilku prób, żeby w końcu się udało. Jednak zapewniam – warto próbować!
  8. OK, załóżmy, że się udało. Co teraz? To zależy od Ciebie – jeśli chcesz poprawić sobie humor, możesz ją poprosić o przywołanie jakiegoś miłego wspomnienia, np. pierwszej miłości. Podświadomość to nasza wewnętrzna skarbnica wiedzy, bo koduje absolutnie wszystko, od naszego narodzenia. Dlaczego tego nie wykorzystać? A jeżeli źle się czujesz, coś Cię boli, coś Cię trapi – możesz spróbować uzyskać szczegółowe informacje co jest nie tak, albo jak sobie możesz pomóc – tak, jak ja zrobiłam dzisiaj.

Dlaczego to wszystko jest takie ważne?

Podświadomość, jak wspomniałam, gromadzi wszelkie napływające dane na nasz temat. Zna nas lepiej niż ktokolwiek. I też szybciej zauważa niepokojące sygnały. To ona, kiedy pracujecie ciężko przez dłuższy czas, rozprasza Was. Kiedy nie reagujecie, tylko dalej pracujecie, to ona może wywołać ból albo kontuzję. A jeśli nadal ją ignorujecie – może Was nawet doprowadzić do choroby, która wreszcie zmusi Was do położenia się w łóżku i odpoczynku. Polepszenie komunikacji z nią, częstsze słuchanie intuicji i reagowanie na to, co ma do przekazania, mogą Was więc uchronić przed realnymi dolegliwościami. Czy to oznacza, że każdą chorobę da się wyleczyć small talkiem z podświadomością? Pewnie, że nie! Ale jest cały szereg dolegliwości, które wywoływane są stresem, przemęczeniem i przeciążeniem organizmu. A przed tymi zapewne uchroniłaby Was Wasza podświadomość, jeśliby została czasem dopuszczona do głosu.

Na koniec

Czuję się też w obowiązku dodać, że nie chodzi o to, żeby spełniać wszystkie zachcianki podświadomości. Mimo wszystko, ma ona swoje ograniczenia i dąży do samozadowolenia za wszelką cenę. Tak więc wszystko, co mówi trzeba przemyśleć, wziąć „na chłodno”. Dzięki komunikacji można jednak nie tylko posłuchać, co ma do powiedzenia, ale również ją zapewnić o tym, że wszystko będzie ok, że macie rękę na pulsie i może zluzować z tymi sygnałami ostrzegawczymi. Jak każda komunikacja, tak i ta – działa w dwie strony i wymaga czasem kompromisów.


Ehh i miał być lekki i przyjemny post o rysowaniu, pełen obrazków i zdjęć… A wyszedł znów mocno psychologiczny, ciężki i mega osobisty. Ale jednak to po to ten blog w ogóle powstał. Po to, żeby podzielić się z Wami własnym doświadczeniem i uwrażliwić Was na pewne sytuacje. A czasem pokazać, że warto spróbować czegoś „szalonego”, bo nie każda nowa droga musi być zła. Mam nadzieję, że dzisiaj choć trochę mi się to udało. Albo, że chociaż pocieszyliście się, że jest ktoś bardziej crazy od Was!;) I to też ma swoją wartość:)

Pozdrawiam Was ciepło Kochani i pędzę działać. W końcu!:)

8 thoughts on “Droga do podświadomości

  1. Cześć,
    Dzięki za wpis i za dzieleniem się własnym doświadczeniem. Dzisiaj też mam w planach „rozmawiać” ze swoją podświadomością :O

  2. TyLKO TY potrafisz tak pisać………….tak trafnie, serio a jednocześnie lekko!
    I tak to jest, że ZAWSZE WIESZ kiedy i co napisać !

    Dziękuję !

    Proszę PISZ !

  3. Podobnie pisze Beata Pawlikowska w książce „Jak wyjść z niemocy I depresji”, ona naszą podświadomość opisuje jako wewnętrzne dziecko ktore potrzebuje właśnie opieki kogoś dorosłego. 🙂

    1. Bardzo często to nasze „wnętrze” jest określane mianem wewnętrznego dziecka. Ale ja jakoś lubię rozdzielić te dwa pojęcia. Dla mnie podświadomość jest czymś trochę więcej. Niemniej – jakkolwiek to nazwiemy, niesamowicie ważne jest, by się z tym komunikować, by być otwartym na płynące zeń informacje i nauczyć się nimi zarządzać. Bardzo lubię Beatę, tak swoją drogą:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA *